Do paszportu z dwunastoma gwiazdkami, owszem, mam pełne prawo. Ale bądźmy szczerzy, jaki tam ze mnie Europejczyk. W Polsce to w ogóle żaden. Nawet w Niemczech lub pod słońcem Umbrii - Polakiem jestem zaledwie. Tyle że płacącym w euro.
Żeby zostać Europejczykiem pełną gębą (niekoniecznie pełną frazesów o rzekomej unijnej praworządności), trzeba mi się ekspediować naprawdę daleko. Na przykład do Azji. W Tajlandii jestem Europejczykiem. W Birmie i w Nepalu. W Indiach to już jestem nawet Europejczykiem wzorcowym. Takim, co to powinien odpowiadać za całokształt.
Do Amritsaru przyjechaliśmy rano. Bagaże zostały na dworcu. Upał południa przeczekiwaliśmy w cienistych krużgankach otaczających Złotą Świątynię. Nektarowe Jezioro błyszczało w słońcu jak rtęć. Biel marmurów parzyła bose stopy. W ścianach - dziennikarska maniera wypatrywałem śladów po pociskach sprzed kilkunastu lat, gdy rządowe wojska szturmowały okupowaną świątynię. Gdy upał nieco zelżał, stanęliśmy w kolejce pielgrzymów, by obejrzeć świętą księgę Sikhów.
Zapewne ta sama chęć - być na miejscu historycznych wydarzeń skierowała później nasze kroki na Jallianwala Bagh. W 1919 r. Brytyjczycy zmasakrowali tam setki nieuzbrojonych pielgrzymów. Z zamkniętego budynkami placu nie było ucieczki. A Gurkhowie strzelali, póki starczyło im amunicji. Powodem był wydany przez Anglików zakaz
zgromadzeń. To miała być nauczka. Wyszła masakra.
Masakra w Jallianwala Bagh to tragiczny moment w historii Indii, a także najbardziej wstrząsający fragment filmu „Gandhi” (w liceum oglądaliśmy go całą szkołą).
Właśnie tam, na tym placu („bagh” to formalnie ogród) smutnym i szarym, nas znaleźli: telewizyjna ekipa z kamerą. Z miejsca zaatakował nas gadatliwy reporter z mikrofonem. Jak to dobrze, że jesteśmy, bo może do dobra okazja, żebyśmy przeprosili za masakrę. Albo chociaż wyrazili głębokie ubolewanie. Nie, nic nie szkodzi, że nie jesteśmy Anglikami… To przecież niewiele zmienia. Możemy przecież przeprosić za efekty kolonizacji w imieniu całej europejskiej cywilizacji.
Jakoś nie miałem ochoty. Zupełny brak europejskiej solidarności. Masakra w Amritsarze nie jest częścią naszej historii. Podobnie jak ludobójstwo w belgijskim Kongo, francuska Legia Cudzoziemska i włoski podbój Abisynii. Jak ktoś ma Luwr i British Muzeum pełne skarbów Azji i Afryki, niech się tłumaczy i robi miejsce dla swoich dawnych kolonistów. Nas to nie dotyczy. Afryką ani Azją nikt nie chciał się z nami podzielić. Nie ma potrzeby, by dziś dzielił się imigrantami.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze