W polskiej naturze leży to szczególne pocieszanie się, że „oj tam, inni mają gorzej”. Złamałem rękę? Taki Kowalski to dopiero ma: ząb stracił, jedynka mu wypadła! I od razu jakoś lepiej na duszy, bo istotnie, bez tej jedynki to jakaś masakra.
Ameryka była dla nas zawsze snem o dobrobycie, marzeniem. Do głowy by mi nie przyszło, że kiedyś pomyślę, tak po polsku się pocieszę, że co tam my, Amerykanie to dopiero mają prze… e! A mają. O Trumpie wszystko można powiedzieć, ale nie to, że jest taki „śliczny, amerykański”. Biedna Ameryka. Ale nas także czekają wybory prezydenta. I jakby się nie potoczyły, jedno jest pewne: gorszego wstydu na cały świat nie będzie. Amerykanie rozbili bank. Wybili sobie dwie jedynki.
Z pewnością zasługujemy na prezydenta, który nie będzie stroił głupich min, nie będzie się uczył przez całe życie, nie będzie błądził w ostrym cieniu mgły, nie będzie „długopisem”. Wiadomo, że PiS takiego kandydata nie znajdzie. Każdy pisowiec będzie tylko pisowcem. Tu szklany sufit intelektu i etyki wisi nisko. To zawsze będzie facet bez jedynki.
Tylko że… Niby tak dążymy do ideału, do piękna, a jednak brzydota zwycięża. Może rację miała pewna Polka, którą spotkałam na Malcie. Niewysoka, okrąglutka, ze sporą nadwagą. Obok niej dwie koleżanki typu „niezła laska”. Siedziały niedaleko i uroczo plotkowały o młodzieńcu, który kilkadziesią metrów dalej półleżał roznegliżowany z książką w jednej ręce, a piwem w drugiej. A wokół pustka zachęcają do opalania topless. I wtedy okrąglutka stwierdziła: „Wiecie, że gdybyśmy się teraz rozebrały do naga, to ten facet i tak patrzyłby na mnie? Na te moje fałdy i niedoskonałości, a nie na wasze idealne ciała. Bo coś takiego jest w brzydocie”. Była gotowa się założyć, ale koleżanki nie podjęły wyzwania, lojalnie protestując przeciwko słowie „brzydota”, zapewniając ją, że jest kobietą spoko i piękną.
Prezes Kaczyński uległ pokusie idei piękna, ogłaszając, że prezydent musi być młody, przystojny, elokwentny, mądry. Tylko gdzie takiego w PiS znaleźć? Ale chyba sukces Trumpa prezesa uspokoił. I przypomniał, że pisowska Polska była przaśna, brzydka moralnie i prosta jak patopatriota z kotwicą na łydce. Facet z dwoma zdrowymi jedynkami to raczej kandydat dla inteligentów, miłośników sztuki, teatru i nauki, czyli dla wrogów z kolacji 15 października.
Brzydota może i jest swojska, ale kryją się za nią kompleksy. Te właśnie zwyciężyły w Ameryce, a w Polsce siały spustoszenie przez osiem lat. Zobaczyliśmy je znowu podczas Święta Niepodległości, gdy wylały się na
ulice w świetle rac i groźnych pohukiwań.
Więc czego chcesz, Polsko? Zdrowego uśmiechu czy szczerbatych wrzasków facetów z kompleksami?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze