Czy klimat się zmienia? Tak. Zawsze się zmieniał. W przeszłości na Ziemi raz się trochę ocieplało (jak teraz), raz trochę ochładzało. Poziom mórz i oceanów bywał niższy lub wyższy. Zupełnie tak samo jak poziom CO2 w atmosferze. Bywało go więcej (przeważnie) lub mniej. A klimat? Oczywiście, zmienia się. Bo – powtórzmy - zawsze się zmieniał. Czy jako ludzkość mamy w tych zmianach swój udział? Zapewne tak, choć bardzo trudno to oszacować…
Skąd wiem to wszystko? Przeczytałem książkę Stevena E. Koonina: „Kryzys klimatyczny? Prawdy, półprawdy i kłamstwa – co wiemy, czego się nam nie mówi i jaka czeka nas przyszłość”. Autor jest naukowcem, fizykiem, wykładowcą uniwersyteckim, pracował m.in. w departamencie energii w administracji Baracka Obamy. Mógłby zapewne dołączyć do „naukowego konsensusu”, zgarniać rządowe i pozarządowe granty za straszenie ludzkości „płonącą planetą”. Uważa jednak, że byłoby to niegodne naukowca. Naukowiec powinien być krytyczny i sprawdzać fakty. Fakty czasami bywają uparte…
Jak się okazuje, nie tylko prof. Koonin jest narażony na dylematy: „Grono moich kolegów po fachu, którzy podzielają moje wątpliwości, argumentuje, że jedynym sposobem doprowadzenia do zmian społecznych jest przestraszenie ludzi potencjalną katastrofą. Jest więc uzasadnione, a nawet konieczne, aby naukowcy popadali w przesadę. Według nich jestem naiwniakiem, skoro wierzę w otwartą i uczciwą diagnozę”.
Zamiast roztaczania gorących apokaliptycznych wizji – zdaniem Koonina – lepiej analizować statystyki. A co mówią statystyki? Że apokalipsa się nam spóźnia. Śmiertelność spowodowana zjawiskami pogodowymi na świecie z dekady na dekadę nie rośnie, lecz spada. Plony zbierane z pól są coraz większe. Ceny żywności - relatywnie do inflacji - spadają. W czym więc problem? Ano w tym, że takimi danymi nie da się wpędzić młodziaków w histerię ani spowodować, by przyklejali się do asfaltu. Po ostatnim weekendzie mogę poradzić jedno: Przyhamujcie z tym przyklejaniem. Bo od siedzenia na asfalcie wilka dostaniecie. Tak się podobno robi z zimna.
Apokaliptyczne wizje sprzed lat sprawdzają się w niewielkim stopniu. Prof. Koonin przypomina co bardziej kuriozalne wpadki: „Brak działania spowoduje do końca stulecia (czyli do 2000 r.) katastrofę ekologiczną, której skutki będą tak totalne i nieodwracalne jak w przypadku zagłady nuklearnej” - przewidywał w 1992 r. dyrektor od ochrony środowiska ONZ. „Do 2020 roku europejskie miasta zostaną zalane w wyniku rosnącego poziomu mórz, a Wielka Brytania znajdzie się w strefie klimatu Syberii” - pisał w 2004 r. „The Guardian”, omawiając raport „naukowców”. Podobnych przykładów jest na pęczki…
Klimat zmienia się. Co można zrobić? Można zrobić to, co zawsze robił mądry człowiek (homo sapiens) - dostosować się do zmian. Jeśli sprawdzi się czarny scenariusz, za sto lat będzie o 1,5 do 2 stopni cieplej niż obecnie. We Wrocławiu już teraz jest nieco cieplej niż w Suwałkach. A jednak we Wrocławiu jakoś żyją. Nawet sobie znowu Sutryka wybrali. Taki mamy klimat
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze