Reklama

Margot nie kropkuje - Przeczytaj najnowszy felieton Darka Kuziaka!

Dariusz Kuziak, redaktor naczelny „Tygodnika Siedleckiego” prezentuje swój najnowszy felieton z serii „Artykuł drugiej potrzeby”.

„- Co sądzisz o Tomaszu Lisie?” – pyta Michała Sz., znanego jako Margot, „Krytyka Polityczna”

- Że pi--- oli.

- Dlaczego pokazałaś fucka?

- Bo powiedzieć, że pi---olę Polskę to za mało”.

(Margot nie kropkuje, ja kropkuję). Polecam tę rozmowę (do znalezienia w internecie) wszystkim, którzy uważają, że LGBT to nie jest ideologia, a wyłącznie ludzie wymagający współczucia i wsparcia. Niech przeczytają, przemyślą, wyciągną wnioski.

No cóż, wygląda na to, że byliśmy dobroduszni, empatyczni, poczciwi. I daliśmy się nabrać. Mamy do czynienia z ludźmi - Margot nie jest sam - wrzaskliwymi, bluzgającymi, z rozmysłem stosującymi przemoc: symboliczną (np. wobec symboli chrześcijańskich), słowną (wulgaryzmy) i fizyczną. Przeciąć opony, pociąć plandekę, urwać lusterko, oderwać tablicę rejestracyjną, uszkodzić kamerę… Szarpać, popychać, przewrócić człowieka na chodnik... A potem robić z siebie ofiarę przemocy.

Reklama

A wszystko to oczywiście w imię miłości i tolerancji. Dziwne, że Mahatma Gandhi ani Martin Luter King nie wpadli na taki pomysł. Jeden, powołując się na rachunki krzywd, mógłby przecież przykładnie sponiewierać jakiegoś Brytola, a drugi tolerancyjnie strzelić z liścia byle białasa, a potem go opluć.

W jaki sposób przemoc i bluzgi mają przynieść elgiebetonom spełnienie ich postulatów, jak choćby zalegalizowanie związków partnerskich? Nie mam pojęcia. Mam wrażenie, że znacznie bardziej szkodzą, niż pomagają. Ludzie z LGBT domagają się szacunku, a sami nie potrafią uszanować innej wrażliwości. Skarżą się na przemoc, a sami przemoc pochwalają i stosują. Mozolnie budują swój wizerunek ofiary, a okazuje się, że ten wizerunek można sobie teraz o kant tęczy potłuc. (Tęcza nie obraża).

Reklama

Jan Lechoń (skamandryta, powinno coś zostać ze szkoły) pisywał wiersze o Polsce i o Matce Boskiej. I to takie, że daj, Panie Boże, każdemu choć połowę jego talentu. Wśród żałobników niosących jego trumnę był gen. Władysław Anders, a uwięziony przez komunistów w Komańczy prymas Stefan Wyszyński odprawił za duszę poety mszę. Bo Jan Lechoń był porządnym homoseksualistą, a nie jakimś elgiebetem.

Konstandinos Kawafis, jeden z największych poetów XX wieku nie biegał po ulicach Aleksandrii, by kłuć oczy przechodniów zjadliwym napisem: „Jestem pedałem i mam obowiązki pedalskie”. Skłonności swoich nie ukrywał, opiewał je w kunsztownych strofach z największą czułością, ale wiedział, że obowiązki ma rozliczne - literackie, greckie, europejskie, antyczne i hellenistyczne. Był godnym szacunku homoseksualistą, a nie żadnym margołem.

Reklama

To są jednak wielkie różnice.

Dariusz Kuziak


Felieton został opublikowany w 38. wydaniu „TS”.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/12/2025 11:24
Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości