Reklama

No i po lecie... - przeczytaj najnowszy felieton Dariusza Kuziaka

No i kwitnie rzepak. Zaraz kukurydzę skoszą. Będzie po lecie. Godzinę się przestawi… Na groby trzeba jechać. Sylwester i… koniec. Po lecie. A jeszcze nawet majówki nie było… (ciężkie westchnienie).

Kiedy to w kwietniu szalało po internetach, ten dziaderski pastisz w wykonaniu Bartosza Gajdy, wtedy to był świetny dowcip. Sam się uśmiechnąłem.

A teraz co? Rzepak dawno przekwitł. Kukurydza jeszcze stoi. Ostatnia na polu. Po reszcie rolniczego trudu ani śladu. Sprzątnięta. Po lecie. Godzinę się prze stawi. Na groby trzeba jechać… Po lecie. Kiedy się z tego śmialiśmy? Chwilkę temu zaledwie… I co? Sama prawda. Miało przelecieć i przeleciało. Po lecie. Koniec. Można o Bożym Narodzeniu myśleć…

Reklama

Myślenie takie – jak to nam czas szybko bieży - jest zresztą u nas od wieków ugruntowane. Czasy są inne, ale obserwacje i uczucia te same. Nie ma znaczenia, czy odmierzasz czas porami roku zaledwie, czy atomowym zegarem. Mikołaj Rej świetnie podpatrzył taką postawę. W „Żywocie człowieka poczciwego” mistrz z Nagłowic pisał: …są drudzy, co jakoby z jaką radością czasy swe wyliczają, aby im rychło zbiegły (…) „dali Bóg, prędko post zbieży, bo na krótki dzień wyszedł”. Potym z Wielkiej Nocy liczy cyzjojanus, dalekoli do świętego Jana, tusząc sobie dobrze, iż „to nam, dali Bóg, prędko zbieży, bo tam też już potym rychło żniwa i owoce nastaną”. Potym liczy do świętego Marcina, też także sobie tuszy, iż: „też to, dali Bóg, prędko zbieży, bo już tam nam czynsze przypadną”… I tak dalej, tak dalej…

Tak, tego jednego możemy być pewni: co ma przyjść, szybko nam zbieży. A czas, który nam ucieka, już do nas nie wróci. Straszna to zguba, która gdy już raz zginie, nigdy potym znaleziona być nie może - pisał Mikołaj Rej. Żyjąc, tracimy życie - filozofowała Maria Janion. Na jedno wychodzi.

Reklama

Ci, którzy polskim autorom nie dają wiary, niech sięgną do lektur zaufanych, bo europejskich, niemieckich. Na przykład do „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna. Pensjonariuszom sanatorium „Berghof”, podobnie jak polskim szlachciurom ze swoimi rolniczymi kalendarzami, miesiące i lata równie szybko „bieżały”. Nie masz wyobrażenia, jak oni obchodzą się tu z ludzkim czasem. Dla nich trzy tygodnie to jeden dzień najwyżej. (…) Tutaj pojęcia ulegają zmianie - zauważał wdrożony w sanatoryjne życie Joachim. - My tutaj, mój panie, czasu nie mierzymy na tygodnie, jeśli mi wolno pana pouczyć. Najmniejszą jednostką czasu jest dla nas miesiąc.

W sanatorium nie było nic dziwnego, że na sześć tygodni przed święta mi, uważano, że w zasadzie jest już… po świętach: Nie zdziwiłby się, gdyby uważali, iż Boże Narodzenie mają już za sobą, i gdyby od razu mówili o Nowym Roku i zapustach.

Reklama

Zanim ostatecznie minie, doceńmy i pochwalmy – piękne lato mieliśmy tego roku. Żyjemy wystarczająco długo, by wiedzieć, że latem potrafi być upalnie. A nawet to, że niektóre lata są cieplejsze od innych. Tak więc bez paniki.

A Tusk? Co z Tuskiem… - zapytacie aktualnie. Ano nic. Przeminie jak wszystko. Tyle że wcześniej szkód narobi.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości