Reklama

Po naszej stronie - przeczytaj najnowszy felieton Dariusza Kuziaka

Jak na Wszystkich Świętych nie musisz jechać na drugi koniec Polski, bo masz groby dziadków niedaleko, to znaczy, że jesteś stąd. Rośniesz i żyjesz pod okiem tych, którzy cię znają. Inaczej patrzysz na świat. Jesteś u siebie. Na
swojej ulicy, w swojej wsi, swoim mieście. W historii, która jest częścią historii narodowej. Tożsamość, wspólnota, korzenie… Takie tam drobiazgi.

Gdy trzeba było walczyć do końca, to u nas. „Finis Poloniae” był w Maciejowicach. Na swoją ostatnią bitwę Kościuszko ruszył z Siedlec, zahaczył o Wiśniew. Rok później granice rozbiorów zbiegły się całkiem niedaleko, w Niemirowie. Patrząc z naszej strony Bugu - pod Gnojnem.

Reklama

Ostatnia bitwa Września nazywa się bitwą pod Kockiem, choć trafniej byłoby nazwać ją bitwą pod Wolą Gułowską. Ostatni partyzant powstania styczniowego ks. Stanisław Brzóska w listach do nieistniejącej centrali zaklinał, by
nie zasypiać sprawy. Słał je nie spod Piły, lecz spod Łukowa i Sokołowa Podlaskiego. Kampania, która mogła odwrócić kartę powstania listopadowego, rozegrała się na trakcie brzeskim - od Dębego po Iganie.

Gdy w pamiętnych przełomowych wyborach 1989 r. można było kreślić czerwonych, na wschód od Wisły większość z nas kreśliła ich po całości, na odlew; szczególnie zaciekle na Podkarpaciu. Nad Odrą, owszem, też kreślono, ale nieśmiało, zaledwie półgębkiem. Zostało to nie tylko w statystykach 1989 r. Widać to również w wynikach kolejnych wyborów.

Reklama

Głosujemy trochę inaczej i wybieramy trochę inaczej. To nie jest przepaść. Raczej różne rozłożenie akcentów. Inaczej żyje się u siebie, a inaczej w poniemieckim domu. Inaczej wśród rodziny i znajomych, a inaczej wśród repatriantów lub w aranżowanym multikulti. („Emigracja jako forma egzystencji rzecz ciekawa / bez przyjaciół i bez krewnych pod namiotem / żyć bez sankcji obowiązków każdy przyzna / że na barkach ciąży nam ojczyzna” - skąd cytat? A poszukajcie).

W internecie można znaleźć mapkę obrazującą, przez ile lat dzielnice naszego kraju należały do terytorium Polski. Okazuje się, że Siedlce (ten najbardziej na północ wysunięty skrawek Małopolski dawnego województwa sandomierskiego) były w wolnej Polsce nie tylko dłużej niż Kraków czy Warszawa, ale nawet dłużej niż Gniezno. Ciekawe, nie wiedziałem. Ale nie powiem, że mnie to zdziwiło. Polska jest dobra. A ten nasz kawałek najlepszy. Nie mieliśmy okazji wdrożyć się do niemieckiego przywództwa, zwanego dla niepoznaki „kulturą zachodu”.

Reklama

Statystyki to potwierdzają. W „pisowskiej”, pogardzanej przez elity, Polsce dzieci lepiej się uczą, mają lepsze wyniki na egzaminach, przestępczość jest mniejsza. Mniej jest rozwodów, rozbitych małżeństw, niepełnych rodzin… Nawet bezrobocie (oczywiście w czasach Tuska) większe było nad Odrą niż między Bugiem a Wisłą. Częściej chodzimy do kościoła. I wiecie, nie ma w tym nic złego, a wiele dobrego.

Dlatego - na wybory, rodacy, na wybory. Swojego trzeba bronić. Trzeba bronić Polski.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości