Reklama

Przed szkodą, i po szkodzie

Prezentujemy najnowszy felieton Dariusza Kuziaka.

Kiedy ktoś cię oszuka, jesteś właściwie bez szans. Większym błędem byłoby nie ufać bez powodu. Jeśli dasz się oszukać po raz drugi, może być to dowód twojej niewinności połączonej z naiwnością. Dość urocze, choć życiowo bolesne. Jeżeli dajesz się orżnąć po raz trzeci, to znaczy, że jesteś kompletnym frajerem.

Na miejscu premiera Morawieckiego nie wierzyłbym w ani jedno słowo, które usłyszy w Brukseli. A już na pewno nie w to, że mechanizm przymusowej relokacji imigrantów nie dotyczy Polski. Że wystarczy się zgodzić, a potem napisać podanie, które zostanie pozytywnie rozpatrzone.

Reklama

W powiązaniu KPO z tak zwaną praworządnością też przecież miało chodzić tylko o to, byśmy nie zdefraudowali unijnych pieniędzy. I co? Jakaś brukselska kasa się nam w Polsce rozpłynęła? Gdzie i kiedy?

Korupcja? Owszem, istnieje - w Brukseli. Aktywiści płci obojga perorują (perora, z łac. „perorare” - tyrada, oracja, uroczysta przemowa, nudne pouczanie, napominanie) w sprawie polskiej praworządności, a po hotelach przyjmują walizki euro. Są przykłady.

W sprawie imigrantów więc, dobrze radzę, żadnych umów. Za to polskie referendum – bardzo dobry pomysł. I to nie tylko w sprawie imigrantów. Skoro już będziemy przy urnach, zapytajmy też Polaków o zgodę na przyznanie UE dodatkowych kompetencji kosztem państw narodowych. Zwłaszcza o rezygnację z prawa weta w tak kluczowych dziedzinach jak podatki, bezpieczeństwo, polityka zagraniczna.

Reklama

Jedno jest pewne: Gdyby przymusowo rozdzielani imigranci byli pożyteczni, Niemcy zatrzymaliby ich u siebie. Skoro nadwyżkę chcą wysłać do Polski, to znaczy, że mają z imigrantami problem. Nie chodzi przecież o tych, którzy trafiają tu za pracą, mają paszporty, wizy i umówioną robotę, a do kraju zgłaszają się na przejściu granicznych. Chodzi o tych bysiów nielegalnych, z którymi nie wiadomo, co zrobić.

Z wynikiem referendum nie mielibyśmy problemu, bo osiągnęliśmy w tej sprawie – rzecz godna odnotowania - narodowy konsensus. Imigrantów nie chce ani Tusk, ani Kaczyński. Z tym, że Kaczyński od zawsze, a Tusk od wczoraj. Niemcy, zdaje się, akurat pozwolili.

Reklama

Jak Kaczyński - ho, ho... lata temu - ostrzegał przed imigrantami, to mówili, że to bzdury i niedostatek zagranicznych podróży. Jak mówił, że w Szwecji są imigranckie strefy, nad którymi nawet policja nie panuje – szwedzka ambasada protestowała. A teraz nawet Szwedzi to widzą. I to tak dobrze, że rząd sobie z tego powodu zmienili.

Jeśli jest sprawa, w której Tusk i Kaczyński się zgadzają – kujmy referendalne żelazo, póki gorące. Nieważne, że Kaczyński mówi to, co mówił, i nic nie zmienia, a Tusk musiał zmienić wszystko. Jest okazja, to korzystajmy. Będziemy mieli klepnięte.

Reklama

Cieszy mię ten rym: „Polak mądr po szkodzie”;

Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,

Nową przypowieść Polak sobie kupi,

Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

DARIUSZ KUZIAK

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości