Reklama

Siedlczanka mistrzynią I ligi koszykarek! Dominika Paczóska: Chodzę i chwalę się wszędzie

Dominika Paczóska jest siedleckim rodzynkiem na mapie profesjonalnej koszykówki w Polsce. Wychowanka MKK Siedlce, a obecnie zawodniczka MKS Pruszków właśnie sięgnęła po mistrzowski tytuł w I lidze. O swoim sukcesie i planach na przyszłość rozmawia z Pawłem Świerczewskim.

Jak się czuje świeżo upieczona mistrzyni I ligi koszykarek?

- Wspaniale! Naprawdę, to niesamowite uczucie. Każdy sportowiec marzy o sukcesach. Ten jest największy, po jaki do tej pory sięgnęłam. Wszędzie chodzę i chwalę się, że jestem mistrzynią (śmiech).

Odkąd w tych rozgrywkach nie występuje MPKK Sokołów Podlaski, nie śledzę ich zbyt szczegółowo, ale wydaje mi się, że Pruszków wcale w tym sezonie nie był faworytem do końcowego triumfu. Można mówić o niespodziance?

- Na pewno nie byliśmy murowanym faworytem. W moim odczuciu pięć zespołów ze stawki dysponowało podobnym potencjałem i tak naprawdę mogło zdarzyć się wszystko. Po reorganizacji I ligi - wprowadzeniu jednej grupy, zrobiło się zdecydowanie trudniej. Od początku musieliśmy rywalizować z zespołami z południa Polski, które mają koszykówkę na wysokim poziomie. Musiały nam spowszednieć dalekie wyjazdy, których było zdecydowanie więcej niż w latach poprzednich. Sezon zasadniczy zakończyliśmy na trzecim miejscu, ale różnice były minimalne. Później się rozkręciliśmy, a w finale nie daliśmy najmniejszych szans ekipie ŁKS-u Łódź. Ten przeciwnik, powiem wprost - po prostu nam leżał. Był wymarzonym rywalem do walki o złoto.

Reklama

A jaki to był sezon dla ciebie?

- Na pewno ciężki. Poprzednie dwa sezony spędziłam w Sokołowie, czyli prawie w domu. Bardzo mi to pasowało, bo chyba z upływem lat robię się coraz większą domatorką. Teraz musiałam przenieść się do Pruszkowa. Doskwierała mi trochę samotność. Nowością było też zetknięcie się z poważniejszą kontuzją. Nigdy wcześniej nie miałam większych problemów zdrowotnych, a w tym sezonie przytrafił się uraz, który na dłuższy czas wykluczył mnie z treningów i gry. Trudno było później wrócić do meczowego rytmu. Mimo wszystko uznaję, że to był dla mnie najlepszy rok w karierze. Były problemy, były upadki, ale dźwignęłam się i wspólnie z dziewczynami sięgnęłam po wymarzony sukces. Dużo się nauczyłam, zarówno pod względem sportowym, jak i czysto ludzkim. To był wartościowy czas.

Reklama

Domnika Paczóska fot. Adam Litwiniuk

Pruszków podejmie wyzwanie gry w Ekstraklasie?

- Decyzja jeszcze nie zapadła, lub nie została jeszcze oficjalnie ogłoszona. Chęci na pewno są, ale rzeczywistość ekstraklasowa jest brutalna. Finanse stanowią ogromną barierę. Dodatkowo wprowadzono przepis, że każdy zespół w Ekstraklasie musi mieć drużynę rezerw w I lidze. Czyli trzeba utrzymać minimum 20 zawodniczek na kontraktach i podwoić wiele wydatków, zwłaszcza tych wyjazdowych. Na Ekstraklasę trzeba mieć naprawdę gruby portfel. Coraz mniej klubów stać na taki luksus.

Reklama

Beniaminkowie tradycyjnie nie mają w niej łatwo. Znakomitym przykładem jest Jelenia Góra, która w I lidze w poprzednim sezonie była bezkonkurencyjna, a w bieżących rozgrywkach – na poziomie Ekstraklasy, nie wygrała nawet jednego meczu.

- Fajnie jest pograć w Ekstraklasie, ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Przegrywać cały sezon, to żadna przyjemność - ani dla zawodniczek, ani dla kibiców. Naprawdę ciężki temat.

A co z twoją przyszłością? Zostajesz w Pruszkowie, czy obierasz inny kierunek?

- Jeszcze się na tym nie skupiam. Dopiero zakończyliśmy ciężki sezon, odpoczywam i upajam się sukcesem! Mam jakiś plan na siebie, ale na razie wolałabym go zachować dla siebie. Jedyne, co mogę w tej chwili powiedzieć - to, że zamierzam dalej grać w koszykówkę, a dodatkowo chciałabym mocniej zaangażować się w szkolenie dzieci w UKS MKK Siedlce, czyli w klubie, którego jestem wychowanką.

Reklama

Pamiętam, że studiowałaś kierunek trenerski. Od prezesa MKK Karola Trocia również słyszałem, że wpadasz na treningi. Czy praca szkoleniowca to coś, z czym wiążesz swoją przyszłość?

- Chciałabym. Jeśli czas mi na to pozwoli i wszystko pójdzie po mojej myśli, będę w tym kierunku podążać. Póki co równolegle do gry w koszykówkę. Kończę też studia podyplomowe z pedagogiki, więc w perspektywie myślę też o pracy w szkole. Uwielbiam dzieci, umiem z nimi nawiązać dobry kontakt. A dodatkowo dzięki swojemu doświadczeniu i osiągnięciom, myślę, że mogę stanowić dobry materiał na trenera i nauczyciela. Chciałabym, żeby koszykówka była obecna w moim życiu nawet w momencie, gdy nie będę już wybiegać na parkiet.

Reklama

Mówiłaś kiedyś, że nie czułabyś się spełniona, gdybyś nie spróbowała swoich sił w którejś z zagranicznych lig? Czy dalej tak myślisz?

- W moim wieku (prawie 27 lat – red.) raczej ciężko byłoby już gdzieś wyjechać. Poza tym moje myślenie na przestrzeni lat znacząco się zmieniło. Nie jestem już taka głodna przygód jak wcześniej. Chyba nawet już by mi się nie chciało (śmiech). Czy przez to będę się czuła niespełniona? Wątpię. Już w dużej mierze czuję się spełniona jako mistrzyni I ligi.

Czy boli cię serce patrząc, jak wygląda kobieca koszykówka w naszym regionie? Sokołów jest średniakiem w II lidze, Basket Siedlce prawie najsłabszą ekipą, a MKK nawet nie ma drużyny seniorskiej. To bardzo kontrastuje z sukcesami sprzed kilku lat.

Reklama

- Mazowsze bardzo podupadło, jeśli chodzi o koszykówkę. W Siedlcach i okolicach nie ma klubu na solidnym poziomie. Bardzo szkoda. Wierzę, że za kilka lat to się zmieni. Potrzebna jest seniorska drużyna, której wynikami będą żyć kibice, a dzieci marzyć, żeby pójść w ślady starszych koleżanek. To wszystko napędza.

Sama o tym wiesz najlepiej, bo zaczynałaś jako bardzo młoda dziewczyna przy najpierw I-ligowym, a potem ekstraklasowym MKK Siedlce. Połknęłaś bakcyla.

- To była wielka przyjemność i zaszczyt podglądać grę i trenować u boku wielu znakomitych zawodniczek. Pamiętam, że później w Płocku przyszło mi występować w jednej drużynie z Lucyną Kotonowicz, która grała wcześniej w Siedlcach i jednocześnie prowadziła z dziećmi, w tym ze mną treningi. Byłam w nią zapatrzona i jak gąbką chłonęłam wszystko, co mówi. A później mogłam z nią zagrać w tym samym zespole. To było takim spełnieniem dziecięcego marzenia.

Reklama

Masz perspektywę, ile jeszcze chciałabyś grać w koszykówkę?

- Nauczyłam się niczego nie zakładać. Jedno można sobie wyobrażać, a życie i tak pisze własny scenariusz.

Czego ci życzyć?

- Przede wszystkim zdrowia, ale też pewności siebie i zdecydowania w podejmowaniu decyzji.

Rób swoje i czerp z tego, jak największą przyjemność. Dziękuję za rozmowę.

- Dziękuję.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/06/2026 10:22
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Czytelniczka z Siedlec - niezalogowany 2026-06-02 01:00:59

    Publiczne Gimnazjum nr 1 w Siedlcach pozdrawia Dominikę. Chodziła do klasy sportowej.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości