Co mają zrobić pisowscy wyborcy, widząc jak ich „obywatelski” kandydat biega po parku i wyciska pompki? Konsternacja! Kiełbaski, grill, disco polo, piwo – to jeszcze leży w gestii zrozumiałego przekazu o pisowskiej polskości. Ale te sporty?
-Czy on chce nas zabić? - czuje się pytanie w powietrzu. - Zmęczyć się można od samego patrzenia.
Wolta od piknikowej kiełbasy do nadaktywności ruchowej to przegięcie. Nie ta kondycja i nie te priorytety. W końcu i sam kandydat, pytany o program wyborczy odpowiedział między pompką a sprintem, że dopiero pracuje nad nim. Czyli wystartował na sygnał do biegu, bez programu. Bo zawsze coś się wymyśli. Może wtedy jeszcze zobaczymy grill, usłyszymy Zenka Martyniuka i hukną race. Musi być przecież miejsce na zaciśniętą pięść.
Harcom pisowskiego obywatelskiego sportowca przygląda się na razie spec od gospodarki i piwa, reprezentujący Konfederację. On ma twardszy orzech do zgryzienia. Nie tak dawno konfederaci skarżyli się dziennikarzom, że gdy na randkach dziewczyny dowiadują się, że oni popierają Konfederację, nie chcą iść z nimi do łóżka. Pozostają im tylko konfederatki, ale coś z nimi nie tak, skoro chłopcy szukają oblubienic gdzie indziej. Jak podnieść partyjną atrakcyjność? Może piwo pomoże. Chyba nie na darmo kandydat konfederacji poi nim elektorat. Ponoć brzydkich ludzi nie ma, tylko piwa czasem brak…
A w koalicji 15 października objawił się z kolei kandydat „niezależny”. Dowodem na niezależność było głosowanie przeciwko odebraniu immunitetu Jarosławowi Kaczyńskiemu i dwójce posłów PiS za niszczenie wieńca. Trzeba się było wyróżnić, tyko czemu strzałem w stopę? Przecież naród czeka na rozliczanie PiS za bezkarność, stawianie się ponad prawem, a „niezależny” obiecywał to dobitnie w kampanii. A teraz jest za, a nawet przeciw. To głosowanie, by zaistnieć na siłę i odróżnić się od pobratymców, ma w ostatecznym rozrachunku dobry wymiar. Pierwszy raz po ośmiu latach pisowskiego zamordyzmu i niskich standardów mogliśmy zobaczyć, jak działa demokracja. Wszyscy zagłosowali, jak chcieli. I nie było reasumpcji głosowania, nie było kombinowania, zakulisowych sojuszy, nakazów czy szantaży. Owszem, pozostał niesmak, ale tylko w rodzinie „niezależnego”- zawiedzionej i zaskoczonej. Wraca normalność?
Prezydent, głowa państwa, będzie reprezentował Polskę na świecie. Mamy szansę, by po uczuciu wstydu i zażenowania po Dudzie spojrzeć innym narodom w twarz z dumą i spokojem, że wiochy nie będzie. I chyba na to zasługujemy. Więc, Trzaskoś, trzymaj się! Ja wierzę, że pogodzisz i tych sportowców, i mało atrakcyjnych, i niezależnych. I że będziemy mieli Polskę uśmiechniętą. Czego sobie i państwu życzę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze