Reklama

Urok pierwszych randek - przeczytaj najnowsze Szpilki Zaczyńskiej

No to mamy teraz najpiękniejszą przedwyborczą fazę, którą można porównać tylko do hipisowskiej aprobaty miłości w stylu „make love not war”. No więc wszyscy się jeszcze kochają, a nie walczą. Wszyscy są hipisami. Bardzo lubię tę fazę. Taka cisza przed burzą.

Kandydaci wszelkiej maści uśmiechają się, prezentują się z najlepszych profili, czasem coś tam grafik poprawi w ich urodzie – tu powiększy oczy, tam usta albo ujmie kilogramów z talii. Wszyscy są ładni i fajni. I weź tu wybierz najfajniejszego.

Reklama

Urok pierwszych randek. Jesteśmy jak oblubieńcy na ślubnych fotografiach. On jeszcze nie warczy przez zaciśnięte zęby: „Zmarnowałaś mi życie!”, a ona nie wie, że ten uśmiechnięty Adonis to skryty przemocowiec, nierób i kobieciarz. Ale nie piszmy czarnego scenariusza. Przecież bez wiary, że to „na zawsze” i „szczęśliwie” nikt do ołtarza nie pójdzie.

W fazie uwodzenia i bezkrytycznej miłości lekceważymy nawet „rodzinę” oblubieńca. Prawdziwej rodziny się nie wybiera, ale tę polityczną – jak najbardziej. I te wybory powinniśmy wziąć pod lupę, bo tu akurat sprawdza się stara zasada, że z rodziną to najlepiej się wychodzi na zdjęciu, a w codziennym życiu bywa już różnie. A jaka polityczna rodzina, taki polityk.

Reklama

Cisza przed burzą ma w sobie ekscytujący urok. To mieszanka nadziei z dreszczykiem emocji, to uwodzenie do ostatnich chwil, czułe słówka, prężenie muskułów i uśmiechy rozdawane na prawo i lewo. I tak jest aż do konsumpcji związku. Przychodzi chwila, gdy albo stajemy na ślubnym kobiercu z wybrańcem (korki od szampana strzelają), albo jesteśmy tylko świadkami na ślubie rywali (tu już tylko lampka wina na pocieszenie). A po uroczystej ceremonii zaczyna się normalne życie. Wtedy można poznać prawdziwą twarz oblubieńców. I jest to najtrudniejszy czas dla miłości. „Make love” może być nie lada wyzwaniem. Najgorzej, gdy nasze wybory zwieńczy „war”.

Czy jest jakaś recepta na dobry wybór? Jak w wyluzowanym i miłującym wszystkich politycznym hipisie rozpoznać sprytnego aktora albo wręcz politycznego gangstera? Kto może być kolejnym wzorem cnót i genialnym wójtem Pcimia „wszystko mogę” Obajtkiem? Ujawnione ostatnio taśmy byłego prezesa Orlenu dobitnie pokazują patologię polskiej „k…a” polityki i budowania politycznych „k…a” karier (cytując język klasyka Obajtka). Przez ostatnie lata to było tylko szukanie haków na obcych i na swoich, aby – znowu cytat – tych „sk…ów” mieć na smyczy. Na naszym lokalnym politycznym podwórku też krążą opowieści o szukaniu haków i o potajemnym nagrywaniu rozmów…

Reklama

Gdzie jest miejsce na prawdziwą miłość? Ale może trzeba sobie wbić do głowy: w polityce miłości nie ma! Choć uwodzenie - jak najbardziej.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości