Reklama

„Zmartwychwstanie”w mieście - świąteczny felieton Dariusza Kuziaka

Prezentujemy najnowszym felieton Dariusza Kuziaka.

„Zmartwychwstanie” w mieście

„Ścieżka wiedzie przez grób Pański - nie ma innej drogi” - mówi Poeta.

Jedźmy więc do Sansepolcro. Sansepolcro to „Święty Grób”. Pomysły, by podróżować po Italii śladami arcydzieł Piero della Francesci, nie jest, przyznajmy, przesadnie oryginalny. Zbigniew Herbert odbył podobną pielgrzymkę ponad pół wieku temu. Jego „Barbarzyńca w ogrodzie” na dobre zadomowił się w naszym bagażu. Jeden z esejów tego zbioru poświęcony jest właśnie średniowiecznemu malarzowi urodzonemu w Sansepolcro - Pierowi della Francesce.

Reklama

Zbigniew Herbert tak opisał „Zmartwychwstanie”: „Figura Chrystusa stoi mocno na tle melancholijnego toskańskiego pejzażu. Jest to postać zwycięzcy. W prawej ręce trzyma krzepko proporzec. Lewą uchwycił całun jak senatorską togę. Ma mądrą, dziką twarz o przepaścistych oczach Dionizosa. Lewą nogę wsparł na krawędzi grobowca, tak jak przygniata się szyję pokonanego w pojedynku. Na pierwszym planie czterech rzymskich strażników porażonych snem. (…) Światło akcentuje niebo i Chrystusa; strażnicy, pejzaż w tle napełnieni są cieniem”.

Ano zobaczmy… Jeszcze kilka krętych uliczek. Parking. Jesteśmy. Pierwsza niespodzianka - to nie jest kościół! nawet nie kaplica! „Zmartwychwstanie” namalował Piero na ścianie sali miejskiego gmachu, dzisiaj zapewne powiedzielibyśmy - ratusza. Niespodzianka druga - fresk jest właśnie w renowacji. Pani w kasie radzi, by się tym absolutnie nie zniechęcać. Dzieło można obejrzeć. A z powodu niedogodności bilety są tańsze.

Reklama

Wspinamy się po drewnianym podeście. Fresk zagrodzony jest rusztowaniem, ale obraz mamy tuż przed sobą. Na wyciągnięcie ręki. Jak w pinakotece. Aby przyjrzeć się freskom Piera della Francesci z cyklu „Legenda Krzyża Świętego” w bazylice w Arezzo trzeba mocno zadzierać głowę. Aż szyja boli.

W Sansepolcro patrzymy Zmartwychwstałemu prosto w oczy. Po lewej stronie, gdzie noga tkwi jeszcze wewnątrz grobu, mamy zimową martwotę i pustkę, po prawej - zwycięską wiosnę pełną nadziei.

Zmartwychwstanie. Taki był dar Piera della Francesci dla swego rodzinnego miasta. Patrzę, patrzę… Zaczynam rozumieć, dlaczego Aldous Huxley (tego od „Nowego wspaniałego świata”) nazwał „Zmartwychwstanie” najlepszym obrazem na świecie. Jest w nim coś, co sprawia, że nie można się od niego oderwać. Emanuje jakąś majestatyczną siłą. Nieziemski spokój i pewność. Jest grób, ale jest też Zmartwychwstanie. Jest dobra nowina, jest nadzieja. Dla ludzi, ale też dla miasta. Miasta, czyli dla mieszkańców. Ludzi zwyczajnych, tyle że z powodu nagromadzenia budowli bardziej spiętrzonych, przyległej mieszkających, ściślej zorganizowanych… Nam, w mieście, również nadzieja bardzo by się przydała.

Reklama

DARIUSZ KUZIAK

"Zmartwychwstanie" Piero della Francesca (Źródło Wikipedia)

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości