Prezentujemy najnowszy felieton Dariusza Kuziaka.
Zwolennicy podległości
„Se Sovětským svazem na věčné časy” – takie wiernopoddańcze napisy zdobiły w latach 80. budynki w całej ówczesnej Czechosłowacji. Drwiliśmy z tej czeskiej sąsiedzkiej hołdowniczej gorliwości. Ale podśmiewywaliśmy się, cóż tu kryć, półgębkiem zaledwie. W Polsce podobnych napisów się co prawda nie widziało, ale zaledwie kilka lat wcześniej – w 1976 r. – znaleźli się gorliwcy, którzy do Konstytucji PRL wpisali „przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich” oraz PZPR jako „przewodnią siłę”.
Termin przydatności do konsumpcji komunistycznej czeskiej „wieczności” okazał się, szczęśliwie, tak samo krótki jak rola „przewodniej siły”. I nawet szybko poszło: kardynał z Krakowa został papieżem, powstała Solidarność, PZPR raczył się rozwiązać i wyprowadzić sztandar. W kompetencje ateistów w materii spraw wiecznych ufać, jak widać, nie należy.
Nie zniechęca to jednak kolejnych nawiedzonych, gotowych zaklinać słowami rzeczywistość i wpisywać „podległość” do konstytucji. Wpisywanie do Konstytucji członkostwa Polski w UE – niezależnie kto to proponuje, PO czy PiS – nosi wszelkie cechy podobnego zabobonu. Niczego nam nie ułatwi, a w razie czego może utrudnić życie, bo zawęża pole manewru. Serwilizm, zwłaszcza z góry zadeklarowany, rzadko kiedy popłaca.
Będziemy mogli sobie chodzić nawet na wybory i głosować, jak chcemy. Tyle że nie będzie to miało żadnego znaczenia. Bo o tym, co jest możliwe, a co nie jest – zdecyduje jakiś europejski sędzia (wszyscy sędziowie nadzwyczajnej kasty są europejscy), którego nikt z wyborców nie wybiera i który przed nikim nie odpowiada.
To już nie chodzi o facecje w rodzaju: a niech tam sobie w rozumieniu unijnych przepisów marchewka będzie owocem, a ślimak rybą. Ha, ha, ha... Mówią nam: przecież się zgodziliście... Prawda, mieliśmy w sprawie wstąpienia do UE referendum. Byłem „za”. Skoro zgodziliśmy się, że będzie nam Bruksela rządzić na polu żyta i pszenicy – by przy rolniczych przykładach pozostać – to jednak o sadzie i warzywniku mowy nie było. To nie znaczy, że wychodzimy z UE: to znaczy, szanowna komisjo, drogi TSUE, że proszę sobie nie przypisywać, co pasjami lubicie i robicie, pozatraktatowych kompetencji. Prawo UE w Polsce obowiązuje. Ale tylko w tych sprawach, co do których się wspólnie umówiliśmy. I proszę szanownej Unii, proszę nie patrzeć na służalców, którzy ślepo powtarzają: Przy tobie, najjaśniejsza Brukselo, stoimy i stać chcemy...
Niestety, oprócz chlubnej tradycji niepodległości, mamy w Polsce także tradycję podległości. Radziwiłłowie, by wykroić kawałek sukna, poprosili Szwedów o potop, Czartoryscy – rosyjskie wojska na elekcję swego króla, a targowiczanie – carycę Katarzynę o pomoc. To się, niestety, niestety... nawet często u nas udaje, taka inspirowana zagraniczna interwencja. Choć pożytku i chwały nie przynosi.
– Wielu spomiędzy was zdziwi albo zgoła przestraszy ten toast, ale kto mi ufa i wierzy, kto prawdziwie chce dobra ojczyzny, kto wiernym mojego domu przyjacielem, ten go wzniesie ochotnie i powtórzy za mną: – Vivat TSUE od dziś dnia łaskawie nam panujący!
DARIUSZ KUZIAK
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!